Historia Vita Memoriae
Forum dyskusyjne miłośników historii i fortyfikacji - Grupa Inicjatywna "Cztery Historie"

Polska Walcząca - konspiracja w Krakowie

m1a1 - Wto 08 Mar, 2005 09:03
Temat postu: konspiracja w Krakowie
Czy posiadacie jakies informacje o dzialalnosci Polski Podziemnej w Krakowie? W zasadzie to nie wiele (moim zdaniem) sie slyszy o krakowskiej konspiracji.
marooda - Sob 12 Mar, 2005 17:21

Z literatury polecam:
Jozef Bratko "Gestapowcy" (ostatnie wydanie KAW 1990 - szkoda, ze nie bylo wznowien), Tadeusz Wronski "Kronika okupowanego Krakowa" (z poprawka na gloryfikownie komunistycznego podziemia) i na deser "Dzieje Krakowa" tom 5 + inne pozycje, a jest ich troche.

pozdr

marooda - Nie 13 Mar, 2005 17:46

JaGa
Z tym "zdobywaniem" Wawelu to bylo chyba troche inaczej. Opuszczony przez Niemcow zamek zajeli strazacy, oni tez wywiesili polska flage, podobno odwrotnie - czerwono-biala. A ze, niektorzy z nich nalezeli do AK to inna sprawa. Przeczytaj wspomnienia:
http://km.straz.krakow.pl/mzspokupacja.php

pozdr

darecki - Pią 02 Wrz, 2005 22:15

Kolega jaga juz nie szerzy swoich herezji na szczeście :)
w kazdym razie Pawle, jak cos to u mnie wszystkie te ksaizeczki sa do pozyczenia...
pozdr

tls1 - Sob 27 Sty, 2007 22:45

Ja dysponuję takim artykułem pochodzącym ze strony: http://www.prokocim.diecezja.krakow.pl/historia/opor.html


Ruch oporu w Prokocimiu i okolicy w latach 1939 – 1945

Mam mówić o Prokocimiu lat okupacji, ale wypada zacząć od jego lat wcześniejszych i od patrona naszego Towarzystwa. Erazm Jerzmanowski, powstaniec z 1863 roku, fundator biblioteki polskiej w Rapperswillu w Szwajcarii oraz Muzeum Kościuszkowskiego (którego kustoszem był sam Stefan Żeromski) dorobił się fortuny w Ameryce i osiadł w Prokocimiu, gdzie zmarł w roku 1909. Pozostała po nim fundacja, z której korzystał Paderewski, Sienkiewicz i Adam Stefan Sapieha, późniejszy metropolita krakowski. Pozostały po nim zdrenowane grunty, pałac w parku, lipowa aleja i tablica pamiątkowa w starym kościele.

Nowy kościół przed wojną dopiero się podnosił z fundamentów, kamień węgielny wmurował pod niego tenże metropolita krakowski, Adam Stefan Sapieha (pamiętam tę uroczystość, byłem wtedy małym harcerzykiem). Wcześniej od nowego kościoła, bo już w roku 1920 powstałą nowa szkołą imieniem Józefa Piłsudskiego, na Szutrach - też przy ulicy Piłsudskiego (główna ulica Woli Duchackiej też nazywała się Piłsudskiego). Patriotyczne tradycje Prokocimia sięgają roku 1918; właśnie stąd, z domu Badziochów wyruszył w październiku 1918 oddział, który zajął stację w Płaszowie i pod komendą porucznika Stawarza wziął udział w oswobodzeniu Krakowa z niewoli austriackiej.

Nie było rzeczą przypadku, że Kraków był wtedy, 31 października pierwszym wyzwolonym spod władzy zaborców skrawkiem Polski. We wrześniu 1939 roku, oskrzydlony od północy i południa został oddany bez walki 6 września, lecz już od pierwszych dni hitlerowskiej okupacji Kraków stał się kolebką ogólnopolskiego ruchu oporu. Pod koniec września powstała tu Organizacja Orła Białego, wywodząca się ze zorganizowanej jeszcze przed wojną pod patronatem II Oddziału Sztabu Generalnego "dywersji pozafrontowej". Dzięki temu nie trzeba było teraz przy tworzeniu ruchu oporu improwizować programu, zadań ani kadr. One już istniały, trzeba było je tylko zebrać z rozproszenia wojennego i przestawić na działalność w warunkach okupacji. Jeszcze we wrześniu zaczęły wychodzić w Krakowie pierwsze gazetki: "Nakazy Dnia", "Biuletyn Tygodniowy" i "Grunwald". W październiku powstały kolejne organizacje niepodległościowe" Służba Zwycięstwu Polski, Organizacja Wojskowa Krakowa i Tajna Organizacja Wojskowa. Szare Szeregi harcerzy przekształcały przedwojenne zastępy w "pszczoły", drużyny w "rodziny", hufce w "roje", chorągiew w "ul".

Organizacja harcerek przystępowała do szkolenia łączniczek i sanitariuszek. Socjaliści zwoływali się pod hasłem jakobinów polskich: "Wolność, Równość, Niepodległość"; Narodowcy montowali siatkę Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowej Organizacji Bojowej. 16 października przyjechał do Krakowa pod nazwiskiem dra Michała Karasia - generał brygady Michał Karasiewicz - Tokorzewski, pseudo "Torwid" dla scalenia Organizacji Orła Białego ze Służbą Zwycięstwu Polski. I tak się zaczęło.

Nasza organizacja, Tajna Organizacja Wojskowa "Grunwald" powstała na przełomie lat 1939 -40. Wiosną 1940 roku na bazie przedwojennych drużyn harcerskich (Drużyny im. T. Kościuszki w Woli Duchackiej i 17 Kolejowej Drużyny im. Rudolfa Brandysa w Prokocimiu) w Prokocimiu, Płaszowie, Woli Duchackiej i Piaskach Wielkich powstały pierwsze ogniwa organizacji: sekcje, drużyny i plutony. Sekcja to było 4 strzelców plus sekcyjny; w skład drużyny wchodziły 3 sekcje plus drużynowy; pluton składał się z trzech drużyn pod komendą przewodnika. Moim pierwszym przewodnikiem był Zdzisław Maciejasz, przedwojenny komendant drużyny harcerskiej im. Kościuszki; miał pseudonim "Sternik".

Drugim ośrodkiem powstania organizacji były więzy koleżeństwa ze szkoły, pracy, miejsca zamieszkania. Mnie do "Grunwaldu" zwerbował w marcu 1940 roku kolega z gimnazjum im. Św. Jacka - Józef Trzopek; jego z kolei wciągnął do konspiracji Jan Olko, gimnazjalista z podgórskiego "Kościuszki". Przysięgę odebrał od nas drużynowy, Stanisław Madej. Przybrał pseudonim "Atma" od Gandhiego; ale o ile Mah-atma Gandhi był wielkim duchem Indii, to nasz Atma był zwykłym małym duchem z przedmieścia. Rota przysięgi zaczynała się od słów: "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, rozkazy przełożonych wiernie wykonywać, tajemnicy sprawy naszej strzec i nic nie wyjawić, choćby męką do tego zmuszonym". Miałem szczęście dochować jej w całości. Olko nazywał się "Borutą", niby, że taki czort z niego. Boruta (oczywiście w nawiązaniu do generała Boruty - Spiechowicza) cieszył się powodzeniem wśród konspiratorów. Ten sam pseudonim przybrał drużynowy Tadeusz Wolny i dla odróżnienia Olko został Borutą I, Wolny-II. Ja sam na cześć wuja aresztowanego przez Gestapo nazwałem się "Izydorem". Sekcyjny z Prokocimia, który pracował w "czerwonej" hucie szkła za torami miał pseudonim "Budionny", sekcyjny z Woli, Jałła, stał się "Naprzodem" od tytułu socjalistycznej gazety.

W roku 1940 służbę w "Grunwaldzie" rozpoczęliśmy od szkolenia pojedynczego strzelca, terenoznawstwa i wywiadu. W jesieni z "Borutą I" otrzymałem zadanie wydania gazetki. Papier i powielacz dostaliśmy z Krakowa, maszynę do pisania musieliśmy zorganizować sami. Maszynę wypatrzyliśmy w Urzędzie Gminy w Woli, gdzie kilka godzin staliśmy po kartki na chleb. Któregoś wieczoru zrobiliśmy "skok" na gminę, której nikt nie pilnował. "Pies nie zaszczekał, kur nie zapiał" i maszyna była nasza. Przy okazji zdobyliśmy nie zamknięte i (później okazało) nie ewidencjonowane blankiety kennkart. (Historię "Grunwaldu" i całą akcję opisałem we wspomnieniu "Zamarznięta rzeka"; ukazało się w "Żołnierzu Polskim" w latach sześćdziesiątych).

Nawiązaliśmy kontakt z rytownikiem od Widlińskiego z Grodzkiej. Firma wykonywała pieczątki dla policji i urzędów niemieckich. Rytownik zaopatrywał nas w nie w pierwszej kolejności. Dzięki temu mogliśmy uruchomić ważną dla funkcjonowania w konspiracji wytwórnię lewych dokumentów: kennkart, kart pracy (tzw. arbeitskart), ausweisów i zwolnień lekarskich. Nasza gazetka nazywała się oczywiście "Grunwald". Wypuściliśmy tylko kilka jej numerów, bo zimą 1940-41 krakowski "Grunwald" rozpadł się po wsypie i fali aresztowań.

/Tadeusz Kruk /

PROKOCIMSKIE WSPOMNIENIA

Ruch oporu w Prokocimiu i okolicy w latach 1939 - 1945 (2)

My na dole zostaliśmy nietknięci, ale sami. Kilka miesięcy szukaliśmy nowej organizacji i na wiosnę 1941 roku "Atma" nawiązał kontakt z "Konfederacją Narodu". Konfederacja była organizacją narodową i katolicką. Jej komendantem głównym był Bolesław Piasecki, późniejszy przewodniczący Pax-u. Komendantem okręgu Małopolska zachodnia był Bohdan Waydowski, późniejszy prezes "Gromady". Konfederacja nawiązywała do piastowskich tradycji i zalecała powrót do słowiańskich imion. Olko został "Sławomirem", "Atma" - "Bolesławem", ja - "Sokołem", brat Gienek - "Lechem".

Na prokocimskich Szutrach i na Mycie zaroiło się od młodych Żbików, Łosiów, Sławów i Mścisławów, Borzywojów, Bizonów, Częstogniewów, Puchaczy i Siemisławów, Dzierżymirów i Przemysławów. Łączniczki i sanitariuszki miały mniejszy wybór, mogły być Sławami lub Szarotkami; trzeba je było numerować jak królowe: Sława I, II, V, Szarotka VI, VII, VIII... Konfedearcja wydawała "Nową Polskę", "Do Broni", "Sztukę i Naród". Zamierzała powtórzyć "polski sen nocy letniej" i na wzór Unii Lubelskiej na międzymorzu bałtycko - czarnomorskim zbudować imperium - Stany Zjednoczone Środkowej Europy. Pierwsza w Polsce Podziemnej wysunęła postulat oparcia naszej zachodniej granicy o Odrę i Nysę. Zamierzała w tyglu Nowej Polski "przetopić w jedno wartości Polski szlacheckiej i polski chłopskiej.

Tygodnik "Do Broni" wzywał do tworzenia oddziałów partyzanckich - Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Hymn Batalionów zaczynał się od słów: "Na maszt, jak wielki sztandar Wciągamy nasze cele, By oddychały wiatrem Środkowej Europy..." W lutym 1942 roku powstała Armia Krajowa, ale my w Prokocimiu i Woli Duchackiej tkwiliśmy nadal w Konfederacji. Żołnierze zatrudnieni w Parowozowni, na stacji Kraków-Prokocim, w Fabryce Kabli, u Zieleniewskiego i na lotnisku w Czynach prowadzili wywiad polityczny, gospodarczy i wojskowy; meldunki przekazywali do komórki wywiadu okręgu, zaszyfrowanej jako "Biuro Studiów i Projektów"; organizowali również mały sabotaż: na kolei zamieniali karty adresowe na wagonach, zasypywali piaskiem osie wagonów; u Zieleniewskiego, produkującego części łodzi podwodnych zacierali łożyska przez sypanie do nich opiłek i karborundu; w Fabryce Kabli na Oddziale Skręcalni Lin kilkakrotnie uszkodzili maszynę "Kraft", szybkobieżną skręcarkę kabli polowych, wytwarzanych dla potrzeb Wermachtu. 26 czerwca 1942 za spalenie przez żołnierzy Gwardii Ludowej wagonów z amunicją Niemcy powiesili przy stacji w Płaszowie 7 kolejarzy.

1 lipca na Mycie powiesili 11 mieszkańców Woli Duchackiej - w odwet za zastrzelenie konfidenta Orłowskiego. Konfidenta zastrzelił po pijanemu jego kolega po fachu, ale Niemcy tego nie dochodzili - powiesili tych 11, których Orłowski zapisał w notesie. Złapał ich po godzinie policyjnej; mieli zapłacić na posterunku w Prokocimiu mandat po 2 złote od głowy. Zapłacili własnym życiem. Wisieli kilka dni, aż z szosy wielickiej zobaczył ich włoski generał w drodze na front wschodni i kazał zdjąć. Wspominam te wypadki, bo to były wypadki nasilającego się terroru okupanta.

W lecie ze stacji w Prokocimiu odjechał pierwszy transport Żydów do Bełżca, do obozu zagłady w Lubelskim. Żandarmi zaczęli po wsiach formalne polowanie na Żydów, zamieszkałych poza gettami, strzelali ich bez pardonu. W Miechowie Żyd, któremu kazali się rozebrać przed egzekucją, wyrwał zza cholewy długiego buta brzytwę i poderżnął nią Kreishauptmanna. Jesienią 1942 roku esessmańską załogę obozu w Płaszowie zluzowali Ukraińcy z Dywizji "Galizien". Esesmani pojechali na front wschodni, pod Stalingrad. Obóz zajął prawie całe Krzemionki.

W listopadzie Krzemionki zasnuły się czarnymi smolistymi dymami. Domyślaliśmy się, co się tam dzieje, ale prawdy dowiedzieliśmy się od pijanych strażników obozowych: że głęboko w rowach fortecznych Krzemionek więźniowie z Leichenkommanda układają ciała zabitych Żydów na przemian z brzozowymi polanami, że olbrzymimi chochlami zbierają spływający ze stosów tłuszcz i że tym, co zbiorą, polewają sąsiednie stosy, żeby się lepiej paliły. Ogień przygasał wtedy na chwilę, potem strzela w niebo z sykiem i języki błękitnych płomieni oświetlają niebo nad obozem w każdą noc. Do oddziałów Uderzenia potrzeba było broni i żołnierze Konfederacji prowadzili akcję rozbrajania pojedynczych żołnierzy Wehrmachtu. Po początkowych sukcesach Niemcy otrząsnęli się z zaskoczenia w lutym 1943 roku nastąpiły aresztowania.

W marcu Gestapo poszło po "Atmę", ale go nie zastało; wzięli jego młodszego brata, Jasia, pseudonim "Borzywoj". Jasio trafił do Oświęcimia, ale przeżył (dziś jest znanym lekarzem) . W tymże roku 1943 kończyłem technikum melioracyjne i właśnie w marcu siedziałem z kolegami, Kleszczyńskim i Nadolskim nad projektem dyplomowym. Siedzieliśmy, którąś z kolei noc na kwaterze w mieszkaniu dra Orkisza na Krupniczej; kiedy wylał się nam tusz na stół, sięgnęliśmy po papiery, leżące pod piecem, przeznaczone na podpałkę. Były to ulotki, podpisane przez Sienkiewicza. Po nitce do kłębka trafiliśmy do piwnicy. Znaleźliśmy w kufrze rękopis "Krzyżaków" i zabezpieczyliśmy go. Po wyzwoleniu napisałem o tym do "Dziennika Polskiego" i ocalały rękopis znalazł się w Bibliotece Narodowej. Należał do krewnej Sienkiewicza, Którą Niemcy wyrzucili z Krupniczej na ulicę ze wszystkimi rzeczami. Kiedy Niemcy uporali się z Żydami, zabrali się do Polaków, do pacyfikacji Woli Justowskiej, Rudawy i Radwanowic, Liszek.

W tym czasie, nawet nieco wcześniej Konfederacja Narodu w ramach scalania podziemia weszła w skład Armii Krajowej, zasilili "Żelbet", najsilniejsze w Krakowie zgrupowanie. Utworzyli ją: pułkownicy Adam Eppler, "Kobylański", Seweryn Władysław; dowódcą Żelbetu był "Kordian" - Dominik Zdziebło - Zdanowski. "Konfederaci" z Woli Duchackiej zostali wcieleni do II kompanii strzeleckiej "Kulawego" jako pluton "Cesia" pod komendą Boruty I. 19 pluton "Janka" (który w sierpniu 1944 rozkazem "Kordiana" został przemianowany na pluton "Marysia") wszedł w skład 3 batalionu "Żelbetu" (dowódca kpt. Sarmata, Jan Stettner), VIII kompanii "Orlik", "Maciek". Dzieje tego plutonu w latach 1943-45 i jego skład ze szczególnym uwzględnieniem Drużyny Harcerzy Szarych Szeregów im. generała Władysława Sikorskiego pięknie opisał i spopularyzował Tadeusz Sobesto, "Łoś". Przypomnę je pokrótce, jako, że był to właśnie prokocimski pluton "Żelbetu". Dowódcą plutonu był chorąży "Przemysław", Tadeusz Pietraszek, jego zastępcą sierżant-podchorąży "Siemisław", Tadeusz Siemieński, p.o. zastępcy - kapral "Puchacz", Leon Piątkowski.

/Tadeusz Kruk /

PROKOCIMSKIE WSPOMNIENIA

Ruch oporu w Prokocimiu i okolicy w latach 1939 - 1945 (dokończenie)

I drużyna strzelecka "Szutry" pod dowództwem kaprala "Mścisława" (Tadeusz Biliński) grupowała żołnierzy zamieszkałych w rejonie parowozowni i ulicy Piłsudskiego (obecnie Bieżanowska). Było to zgodne z założeniami organizacyjnymi garnizonu, że pododdziały winny się składać z osób zamieszkałych blisko siebie, aby w razie alarmu szybko można je było skoncentrować.

II drużyna "Promyto" pod dowództwem kaprala "Puchacza", po nim "Bizona", Aleksandra Bialika z Prokocimia skupiała żołnierzy z okolic "Myta" na pograniczu Prokocimia i Woli Duchackiej. Drużyna Harcerska Szarych Szeregów z drużynowym strzelcem "Łosiem" weszła do II plutonu. Składały się na nią zastępy: "Wilków" z zastępowym "Płomieniem-Czajką" "Rysi" z zastępowym "Rysiem" (Eugeniusz Zwoleń) "Żbików" z zastępowym "Żbikiem" (Witold Kudela).

III drużyną strzelecką "Gołaśka" dowodził kapral "Częstogniew", Zdzisław Rusek. Uroczystą przysięgę żołnierze plutonu złożyli w czerwcu 1943 w lasku "Czerna" na granicy Piasków Wielkich. 15 sierpnia pluton uczestniczył w akcji zorganizowanej przez harcerzy; rozlepił ulotki: "Nie pomogą fanfary ani volksdojczerzy, przyjdzie polski żołnierz i wszystko odbierze - Szare Szeregi w rocznicę "Cudu nad Wisłą". Pamiętam tę akcję, również w niej uczestniczyłem. Nazajutrz, to była niedziela, przybiegł do mnie sąsiad: "Panie Tadku, żeby pan wiedział, co się stało! Żandarmi jeżdżą po mieście i zdzierają ulotki." "A co jest na tych ulotkach?". "Że im nic nie pomoże, bo przyjdą Szare Szeregi i wszystko odbiorą! Jakby co było, to idę z wami!" Dziś trudno sobie wyobrazić, co znaczyło każde słowo Polski Podziemnej. (Kiedy po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej ukazały się odezwy: "Obywatele i Obywatelki GG" dolepialiśmy na początku "Głodni". Ludzie czytali: Głodni Obywatele i śmiali się. Znowu im zrobili kawał). W tej akcji propagandowej duże znaczenie miało rozprowadzanie lewych "Gońców Krakowskich" 4 lipca i 1 grudnia 1943 roku. Harcerze z Szarych Szeregów, również prokocimscy, kolportowali je na 15 minut przed ukazaniem się prawdziwego "Gońca". Do dziś pamiętam ogłoszenia drobne, kupno - sprzedaż: "Kupię skrzypce do wygrania wojny, Adolf Hitler", "Biżuterię i złoto, zrabowane Żydom, obmyte z krwi tanio sprzedam, Amon Goeth, komendant obozu w Płaszowie".

Przy plutonie istniała komórka legislacyjna zaopatrująca ludzi spalonych i zagrożonych w dokumenty, których wykonaniem trudnił się "Drukarz", Jan Żurek z Prokocimia. Usługi rusznikarskie świadczył pracownik Kabla, Adolf Fiołek. Broń krótką dostarczał do plutonu "Kolejarz", Stanisław Ziembiński; jeździł nocą w pociągach urlopowych przebrany w niemiecki mundur kolejowy i śpiącym urlopowiczom Wehrmachtu zabierał z przedziałów broń, które wyrzucał przez okno, wysiadał na najbliższej stacji i zbierał. Prokocimscy harcerze liczyli po 14 - 17 lat (po przekroczeniu tego wieku przechodzili do normalnych drużyn). Rekrutowali się z uczniów szkół zawodowych i młodych robotników. Przygotowywali się do służby pomocniczej w przypadku wybuchu powstania, kolportowali prasę, przechodzili wyszkolenie strzeleckie, ubezpieczali ćwiczenia i akcje plutonu, brali udział w małym sabotażu, szczegółowo rozpoznawali rejon pozycji wyjściowej plutonu do natarcia w godzinie "W" (były to okolice Ogrodowej i Warszawskiej, baraki "Herbapolu" naprzeciw koszar -obecnie w tych koszarach mieści się Politechnika Krakowska).

W jesieni 1943 terror okupanta jeszcze się nasilił, co kilka dni ukazywały się hitlerowskie "afisze śmierci". Na afiszach znalazły się nazwiska harcerzy z podgórskiego plutonu "Alicja" i redaktorów Biuletynu Informacyjnego, drukowanego w Kosocicach. Wsypa - na szczęście do Prokocimia nie dotarła, choć i tu były aresztowania (bracia Idziorowie, Michalec i inni, których nie sposób spamiętać). W styczniu 1944 była wsypa w Monopolu, Niemcy aresztowali Trzopków, ojca i syna (tego,który mnie wciągnął do organizacji). Ukrywaliśmy się z "Borutą I" u Siemieńskiego w niewykończonej połowie jego domu. Ojciec w maju został rozstrzelany, ale syn się uratował i mogliśmy wrócić do normalnego życia. W lipcu 1944 część drużyny kpr. Mścisława odeszła do oddziału partyzanckiego. W ich miejsce zostali przydzieleni żołnierze ze Śródmieścia, z ulicy Blich. Aż do wyzwolenia był ich sekcyjnym, potem drużynowym. Do partyzantki, do batalionu "Skały" odeszli również mój brat Gienek, "Lech", Stanisław Dura, "Stach" z Prokocimia, Jerzy Bigaj, "Czarny" z Woli Duchackiej i Zdebski, "Al" z Podgórza. W "czarną niedzielę" 8 sierpnia Niemcy urządzili w Krakowie olbrzymią łapankę. Aresztowali kilkanaście tysięcy ludzi, przeważnie młodych mężczyzn. Front zatrzymał się sto kilometrów od Krakowa i powstanie u nas - na szczęście - nie wybuchło.

Kiedy w Warszawie głośne stało się przechodzenie kanałami powstańców z dzielnicy do dzielnicy - Niemcy rozpoczęli zamurowywanie kanałów w Krakowie. Pracowałem wówczas w kanalizacji i zameldowałem o tym wyżej, dołączając plan sieci i punkty zamurowań. Po upadku Powstania Warszawskiego komendantem AK został generał Okulicki, "Niedźwiadek"; kwaterę miał w Proszowickim; w oddziale, który go ubezpieczał był Kleszczyński, "Bogusław", o którym wspomniałem wcześniej. Zginął w Boże Narodzenie 1944 roku. Zginął też w partyzantce inny mój kolega szkolny, "Al". W styczniu 1945, kilka dni przed wyzwoleniem z "Borutą I", Czarnym i innymi przeprowadziliśmy samorzutną akcję zdobywania broni. Z płonących magazynów Ostbahnu w Płaszowie udało nam się wydostać ręczny karabin maszynowy z amunicją. W przeddzień wyzwolenia przy ulicy Wielickiej rozbroiliśmy kilku własowców i Sonderdienstów. Przeżyłem okupację, której nie przeżyło 220 z każdego tysiąca Polaków. Należę do pokolenia Kolumbów, do pokolenia "szczerby wojennej", lecz miałem to szczęście, że doczekałem nie tylko końca wojny; zmobilizowany w marcu 1945 do wojska zakończyłem służbę we Wrocławiu. Na polskiej podchorążówce w polskim Wrocławiu.

Minęło od tamtych dni prawie pół wieku i każda chwila oddala nas od nich, każdy miesiąc znaczą mogiły tych, co odchodzą na "wieczną wartę". Trzeba nam, żywym - póki nie jest za późno - utrwalać pamięć o nich, ocalić od zapomnienia, co jeszcze się da. Czasu zostało naprawdę mało. Podam przykład, pierwszy z brzegu: było przed wojną w Prokocimiu 20 lotników. Stefan Gorzula, brat jednego z nich, Mieczysława - zbierał materiały, żeby napisać historię ich bojów, udział w walce o Anglię. Nie zdążył. Umarł 2 stycznia tego roku (1990).

Dlatego pozwólcie, że zakończę moje wystąpienie apelem: - rozglądnijmy się po strychach, piwnicach, starych kufrach, rodzinnych albumach; przynieśmy je do Towarzystwa - na pewno się przydadzą. Szanujmy przeszłość! Bo - jak powiedział Cyprian Kamil Norwid: "Przeszłość - to przyszłość - tylko cokolwiek dalej". Dziękuję za uwagę -Tadeusz Kruk .

- relacja autorska wygłoszona dn. 11.04.1990 r. w kaplicy M.B.Dobrej Rady staraniem TPP im. E.A.Jerzmanowskich

/ “Dobra Rada” 1996 r./



Polecam również książkę Piotra Stachiewicza pt." Akcja Koppe"
Autor przedstawia w niej krakowską akcję "Parasola"
Krótkie wzmianki znajdziesz również w "Kronice okupowanego Krakowa" Tadeusza Wrońskiego.

PrawyPolak - Wto 26 Cze, 2007 17:19

A co wiadomo o komunistach między 1 wrześniem 1939 a sowietami którzy nas dla odmiany zaczęli okupować? Chodzi mi o krakowską PPR, a zwłaszcza IGNACEGO FIKA z towarzyszami i towarzyszkami. Aresztowany w 1942 roku i stracony w tymże roku.


Co do książek, to ufać można bardziej tym najnowszym wręcz z 2006-7 roku pisanych przez ludzi z IPN na bazie akt, źródeł których dawniej nie było w obiegu... Te pozycje napisane w PRL czy w III RP jeszcze nawet na pewno gloryfikują mocno bandy komunistyczne. Warto podawać ile osób zginęło na skutek ich rabunków, napadów, Niemcy stosowali odpowiedzialność zbiorową. Zabicie jakiejś Niemki dla paru marek na pewno nie dało nic w osłabianiu Niemców, za to z 10 Polaków traciło życie, albo cała wioska!

Przyznam że myślałem iż takie tematy będziecie obszernie fachowo tu omawiać... ejże. Misja forum i organizacji siada trochę w IDEI.

maxymilan - Czw 05 Lip, 2007 11:16

marooda napisał/a:
JaGa
Z tym "zdobywaniem" Wawelu to bylo chyba troche inaczej. Opuszczony przez Niemcow zamek zajeli strazacy, oni tez wywiesili polska flage, podobno odwrotnie - czerwono-biala. A ze, niektorzy z nich nalezeli do AK to inna sprawa. Przeczytaj wspomnienia:
http://km.straz.krakow.pl/mzspokupacja.php

pozdr


tu bym troche polemizowal bo z relacji mojego dziadka wiem ze ze znajomymi byli tam pierwsi ( mieszkal na kanoniczej ) i pilnowali zeby nikt nic z zamku nie ukradl

darecki - Czw 05 Lip, 2007 11:30

wszyscy mieli odważnych dziadków w AK. a mój spędził okupacje w domu. wstyd.. się przyznać ;)
maxymilan - Pią 06 Lip, 2007 15:33

...
Toast - Pią 14 Gru, 2007 00:57

"Polska Walcząca" Jerzego Śląskiego.Świetnie opisane struktury organizacyjne AK w całym kraju :wink:

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group